Zarejestruj    Zaloguj    Dział    Szukaj    FAQ



Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 2 ] 
Autor Wiadomość
 Post Napisane: 14 mar 2010, o 10:16 
Offline
Przyjaciel
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 31 maja 2009, o 21:36
Posty: 6090
Lokalizacja: Chorzów/Hajduki
Pochwały: 1
Imię: Henryk.
Pózniejszego prezydenta II RP.Mieszkał w niej kiedy był dyrektorem Zakładów Azotowych w Chorzowie w latach 1922-1926.
Załącznik:
1.JPG
1.JPG [ 144.69 KiB | Przeglądane 407 razy ]

Załącznik:
2.JPG
2.JPG [ 163.73 KiB | Przeglądane 407 razy ]

obecny właściciel zadbał o odpowiednie oznakowanie,inaczej to byłby błąd.Pomijając cele reklamowe błąd kardynalny.
Załącznik:
3.JPG
3.JPG [ 114.76 KiB | Przeglądane 407 razy ]

Tylko jest jeszcze kwestia budowniczego i tego co uratował ten budynek przed unicestwieniem.
Załącznik:
4..JPG
4..JPG [ 179.96 KiB | Przeglądane 407 razy ]

Załącznik:
5..JPG
5..JPG [ 123.28 KiB | Przeglądane 407 razy ]

a młody to nie jest
Załącznik:
6.JPG
6.JPG [ 174.33 KiB | Przeglądane 407 razy ]

Załącznik:
7.JPG
7.JPG [ 145.56 KiB | Przeglądane 407 razy ]

jest kwestia wyposażenia klatki schodowej
Załącznik:
10.JPG
10.JPG [ 120.24 KiB | Przeglądane 407 razy ]

bo widnieje sygnatura
Załącznik:
9.JPG
9.JPG [ 81.89 KiB | Przeglądane 407 razy ]

Burbach 37,ktoś pomże?
I jeszcze nad wejściami do poszczególnych pokoji
Załącznik:
11.JPG
11.JPG [ 89.59 KiB | Przeglądane 407 razy ]

_________________
"Jestem śląskie dziecko i Ślązakiem zginę.Kocham śląską ziemię i śląską krainę....."
Juliusz Ligoń.

[*] http://www.youtube.com/watch?v=4Fx4mshinO0 [*]


Ostatnio edytowano 19 wrz 2015, o 11:23 przez Heniek, łącznie edytowano 2 razy

Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 10 maja 2010, o 16:48 
Offline
Przyjaciel
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 31 maja 2009, o 21:36
Posty: 6090
Lokalizacja: Chorzów/Hajduki
Pochwały: 1
Imię: Henryk.
Duch Ignacego Mościckiego zamieszkał w Chorzowie
Poprosiliśmy księdza, żeby odprawił mszę za duszę zmarłego. I jakiś czas był spokój. Teraz duch prezydenta Mościckiego znów zaczął chodzić po gabinecie - opowiada dr Henryk Kawalski*.
Nie wiedziałem, że to willa Mościckiego. Miasto chciało ją sprzedać, a my potrzebowaliśmy budynku na szpital. I tak zacząłem poznawać historię tego miejsca. Dom z okazałym ogrodem, tam gdzie jest teraz liceum Słowackiego, wybudował w 1867 Hermann Hirt. To był mistrz murarski, ewangelik.
Budynek był bardzo reprezentacyjny i jak na owe czasy nowoczesny. Hirt chciał pokazać swój kunszt. W czasie prac remontowych natrafialiśmy na niezwykłe elementy. Niezwykły jak na owe czasy był system grzewczy: wystarczyło rozpalić w jednym kominku i powietrze rozprowadzane było rurami po całym domu.
Kiedy robotnicy zaczęli wywozić gruz, zostałem zaalarmowany, że wywożą pocięte metalowe części i meble. Udało mi się wstrzymać jeden transport. Ocaliłem nogi stołu, przy którym teraz siedzimy, bibliotekę i to wertiko. Masę innych mebli zostało pociętych na opał. Sporo zostało też książek chemicznych i pogiętej starej aparatury do robienia doświadczeń. Wtedy jeszcze ta sprawa mnie nie kręciła. Dopiero jak w 2000 roku zaczęliśmy się tu instalować z całym szpitalem, zacząłem szukać śladów po panu profesorze Mościckim. Przekonał mnie ojciec. Powiedział: "Jeżeli masz już jakiś trop, że Mościcki tu mieszkał, wykorzystaj to". Kiedy udało nam się udokumentować, że prezydent mieszkał tutaj od jesieni 1922 roku do końca 1923 roku, wiedziałem, że nie mogę tego tak zostawić.

Może nie Ślązak, ale na pewno swojak

Dlaczego Mościcki tak mnie fascynuje? To był wielki człowiek. Genialny naukowiec, zarządca i organizator. I ponoć wielki kobieciarz. W jego dokonaniach naukowych jest 40 patentów pod własnym nazwiskiem. Później na wygnaniu w Szwajcarii, kiedy żył w biedzie, sprzedał prawie 80 wynalazków, których nie opatentował. Trzy z nich zostały następnie uwieńczone Nagrodą Nobla. Wynalazł węgiel aktywowany wykorzystywany w maskach gazowych, oczyszczanie i klimatyzowanie powietrza dla potrzeb bloku operacyjnego, sprężanie gazów. Był też fizykiem. Zaprojektował i stworzył największą wtedy na świecie bazę kondensatorów do oświetlenia wieży Eiffla.

Do Chorzowa trafił w 1922 roku, kiedy Śląsk wrócił do Polski. Fabryka Azotów, wcześniej niemiecka, nagle z dnia na dzień stała się polska. Największy chemiczny zakład w tej części Europy. Fabryka produkowała nawozy sztuczne, azotowe i substancje chemiczne potrzebne armii. Ogromna produkcja - zakład zatrudniał 3 tys. ludzi, ale cała dyrekcja i nadzór techniczny należał do inżynierów niemieckich. W lipcu ministrowie Ossowski i Narutowicz poprosili Mościckiego, profesora chemii znanego już w świecie z wielkiej głowy. Miał uruchomić fabrykę. Wahał się, bo nie wiedział, jaki zareagują Ślązacy. Nie był pewien nawet, czy będą go rozumieć. Na dodatek produkcja stanęła, bo Niemcy chcieli ogromnych pieniędzy za myśl techniczną. Zdemontowali ważne części aparatury, zabrali całą dokumentację techniczną i wynieśli się 10 km dalej, do Bytomia. Mówili, że fabryka została z 3 tys. motłochem ciemniaków, którzy na pewno nie dadzą sobie rady. Czekali, aż Mościcki przyjdzie do nich na kolanach. Na początku zrobił z spotkanie całą załogą. Zebrał 3 tys. ludzi na placu i spytał, w jakim języku ma mówić. Wszyscy chóralnie odpowiedzieli: "My tu wszyscy rozumiemy po polsku i nie trzeba żadnego tłumacza". Ale został przyjęty chłodno, bo załoga też nie wierzyła, że uruchomi fabrykę. Odpalił ją w ciągu trzech tygodni razem ze swoim współpracownikami z Lwowa i Warszawy. Po kolejnych 3 miesiącach fabryka zdwoiła produkcję! Niemcy przecierali oczy ze zdumienia.

Fabryka pracowało w doskonałym rytmie i ludzie mu zaufali. Ale Mościcki nie przewidział kolejnych kłopotów. Mieszkał jeszcze na terenie zakładów, kiedy ktoś wrzucił mu przez okno koktajl Mołotowa. Zaczęły się akty sabotażu. Opisuje je w osobistych pamiętnikach. W łożyska, tryby sypano piasek ze zmielonej porcelany, który niszczył wszystko. Zaczęły się też pożary. Mościcki znowu zrobił wiec. Ogłosił załodze, że są współwłaścicielami tej fabryki i jeśli nie złapią tych sabotażystów, to i on, i wszyscy robotnicy stracą robotę. W ciągu 7 dni złapano pierwszego sabotażystę, robotnicy chcieli go wrzucić do kotła karbidowego. I tak skończyły się sabotaże.

Ludzie szybko się przekonali, że Mościcki może nie jest Ślązak, ale na pewno swojak. Potem zauważył, że na terenie ogromnego zakładu pracuje 60 nastoletnich gońców, którzy roznoszą instrukcje techniczne. Pracowali po 16, 18 godzin i byli niedożywieni. I jako pierwszy na terenie Polski wprowadził dożywianie dla tej młodzieży. Po kolejnych 2 tygodniach wprowadził dla nich szkołę przyuczającą do zawodu, czym zyskał sobie ogromną popularność. Fabryka zaczęła przynosić ogromne pieniądze. Zatem Mościcki wpadł na kolejny pomysł, żeby do pensji dołożyć coś na kształt dzisiejszych akcji, to znaczy jeśli fabryka wypracuje więcej, to robotnicy dostaną z tego dywidendę. To sprawiło, że załoga się zjednoczyła i jeszcze lepiej pracowała. Stworzył przedszkola, a mówimy o 1923 roku, zakłady techniczne. Ponieważ była straszna drożyzna, zaczął wysyłać transporty po produkty spożywcze, które kupowano od rolników w Małopolsce i woj. świętokrzyskim, i sprzedawano robotnikom po cenie zakupu. Ludzie zaczęli go wielbić. Korfanty, który na początku traktował go nieufnie, przekonał się, że dla śląskiej ziemi robi bardzo dużo. I kilka tygodni po tym, jak Mościcki został dyrektorem generalnym zakładu, ofiarował mu taki relief patriotyczny, mam to tutaj, który obrazuje 3 powstania śląskie. To limitowana seria, wydano tylko kilka sztuk. Ten relief miał być symbolem fajki pokoju. To właśnie oryginał, który dostał Mościcki. Kupiłem go na aukcji.

Tuzin jedwabnych koszul przeszedł mi koło nosa

Zaczęło się od połamanych nóg od stołu, do tego miałem bibliotekę i trochę połamanych mebli. Wtedy zacząłem szukać dokumentów. W Chorzowie nie znalazłem żadnych pamiątek.

W Polsce w ogóle niewiele jest pamiątek po Mościckim. Dużo rzeczy udało mi się ściągnąć z Lwowa. Tam odnalazłem ludzi, którzy pracowali z Mościckim. Kupiłem sporo jego książek, zdjęć i aparatury chemicznej. Tam zdobyłem jego kałamarz. Później już kupowałem na aukcjach internetowych w Stanach Zjednoczonych, Australii, właściwie z całego świata. Ogłaszałem się na wszystkich możliwych portalach, głównie zagranicznych. Sprowadzam tylko takie rzeczy, które można udokumentować, że mają związek z Mościckim. Przez internet kupiłem około 100 przedmiotów, w tym nigdzie niepublikowane fotografie. Jak zaczynałem, to nie była postać wylansowana historycznie. Wtedy takie zdjęcie kupowałem za 75 zł. Teraz kosztuje dwa razy więcej. O, na tym zdjęciu Mościcki jest w płaszczu, który posiadam.

To rozproszenie pamiątek wiąże się z losami jego rodziny. Po internowaniu w Rumunii przeniósł się do Szwajcarii. Tam dostał pracę, która mu starczała na bardzo skromne życie. Zmarł tam w 1946 roku jako kompletny nędzarz. Gablota po prawej stronie, która należała do najbliższej rodziny, pokazuje zestaw do transfuzji krwi i rachunki za krew, które płaciła jego druga żona Maria. Miał wrzód dwunastnicy, który się otworzył i Mościcki wykrwawił się na śmierć. Z rachunków widać, że jego bardzo niskie uposażenie nie wystarczało nawet na zakup krwi. Musieli wyprzedawać swoje rzeczy, a w końcu Mościcki zaczął sprzedawać swoje naukowe osiągnięcia, których nie zdążył opatentować pod innymi nazwiskami. Prawdopodobnie był to nacisk Niemców, żeby potraktować go jako zwykłego uchodźcę, a nie byłego prezydenta. Szwajcarzy zachowali się bardzo nieelegancko, potraktowali go jak obywatela entej kategorii, dostawał rentę jak bezdomny, mimo że miał wiele zasług dla przemysłu szwajcarskiego.

Kiedy zacząłem zbierać pamiątki po Mościckim, pomagał mi ojciec. Nie tylko jako mecenas finansowy, nawiązywał też kontakty z tymi ludźmi. W którymś momencie zgłosił się do nas prof. Nawrocki, egzekutor majątku po rodzinie Mościckich. Powiedział, że dysponuje ciekawymi dokumentami i zaoferował, że skoro chcemy stworzyć miejsce pamięci po Mościckim, to się chętnie z nami spotka. Znajomość była coraz bliższa, a kiedy zobaczył, że nasz szpital istnieje i przekonał się, że mam szczere zamiary, a nie żaden ukryty interes, przekazał nam w kilku transzach unikatowe pamiątki po panu prezydencie. Między innymi te rachunki czy zestaw do transfuzji. Ale to nie wszystko. Również jego bezcenny notatnik chemiczny, ołówek, którym się posługiwał. Pieczęć, którą stemplował listy, nóż do korespondencji, dokumenty pisane jego ręką. W drugiej transzy podarował nam garderobę: garnitury, płaszcz paradny, koc do ambony, bo był myśliwym. Wszystkie ubrania mają wszywkę, że są szyte dla rodziny prezydenckiej przez słynnego warszawskiego krawca Janeczka. Jest też pelisa z lisów upolowanych przez Mościckiego. Natomiast płaszcz, w którym występuje na wielu zdjęciach, początkowo przekazałem do zakładów rekonstrukcji tkanin historycznych w Toruniu, ale okazało się, że nie stać mnie na jego renowację. Kosztuje 9 tys. zł. Na razie czeka w zamknięciu.

Najbardziej nie mogę przeboleć papierośnicy. To był dar jego przyjaciół z dedykacją. 13 dni licytacji od złotówki do ponad 900 zł. W 2001 roku to były ogromne pieniądze. Wygrałem ze wszystkimi, ale na samym końcu jakiś szaleniec przelicytował mnie o 500 zł. Nie miałem szans. Potem ten człowiek zawsze ze mną wygrywał. Niektóre pamiątki kupiłem w Desie. Później usłyszałem od nich: jaka to szkoda, że dopiero dzisiaj się pan do nas zgłosił, bo jedno z muzeów kupiło niedawno kilka, może nawet tuzin jedwabnych koszul z monogramem "Ignacy Mościcki". Cholera mnie chciała wziąć. Mam tylko chusteczkę z jego monogramem.

Duch czuje się w szpitalu jak u siebie

Czy żona, rodzina nie miała pretensji? To rzeczywiście bardzo czuła nuta. W 2002 roku wzięliśmy ogromny kredyt na otwarcie szpitala, a tu jeszcze na dodatek moja droga pasja. Żona chyba tak całkiem wybaczyła mi tą niefrasobliwość finansową, kiedy spłaciliśmy długi.

Moi pracownicy mówią, że nie należy wchodzić do tego pokoju po godz. 22, bo non-stop słychać tu kroki. W końcu poprosiliśmy księdza, żeby odprawił mszę za duszę zmarłego. Jakiś czas był spokój. Teraz znów chodzi o różnych porach. W końcu ktoś mi wytłumaczył, że nie ma na to rady. Chyba jego duch zobaczył, że ktoś zrobił coś dobrego dla jego rodziny i zebrał jego rzeczy w jednym miejscu. Widać czuje się tu jak u siebie, choć naprawdę mieszkał piętro niżej. Teraz tam jest supernowoczesny blok operacyjny.

Kiedy już po remoncie na elewacji zawiesiliśmy mosiężną tablicę, że tu była rezydencja Mościckiego, jakieś trzy lata temu zgłosiła się 86-letnia kobieta. Piękną polszczyzną z trochę lwowskim akcentem przedstawiła się - Nowakowska. I patrzy mi w oczy, czy to nazwisko zrobiło na mnie wrażenie. Tłumaczy, że przyszła jako pacjentka, ale z drugiej strony, jeśli ja się zajmuje Mościckim, to powinienem wiedzieć, kto to jest Nowakowska. No to dalej, że jest z domu Sobek. Ja ciągle nic. Okazało się, że jej ojciec był osobistym tłumaczem Mościckiego. Przyjaciel to może za dużo powiedziane, ale pracowali razem od 1919 roku aż do jego prezydentury. Przyniosła mi zdjęcie, które zostało wykonane po wybudowaniu fabryki w Mościcach. Zostawiła je z zastrzeżeniem, że Wilhelm Sobek to jest ten pan z krzyżykiem i ja to powinienem wiedzieć. Tutaj, proszę zobaczyć, na środku siedzi Mościcki. Potem dostałem od niej aparat fotograficzny Leica, który jej ojciec dostał na jakiś jubileusz od pana prezydenta. Kiedy weszła do gabinetu, miała łzy w oczach. Wspominała, że była tu w chorzowskim domu Mościckiego z ojcem, bawiła się w ogrodzie.

W maju 2004 roku na otwarcie gabinetu przyjechał prof. Zwisłocki, wnuk Mościckiego. Wcześniej nawiązaliśmy korespondencję. Wiedziałem, że Mościcki miał taki zwyczaj, że wszędzie, gdzie mieszkał, sadził dąb. W Chorzowie też był, ale w czasie prac remontowych okazało się, że dąb rośnie w obrysie budynku. Poprosiłem architektów, żeby przesunęli ścianę. Potem, przy wymianie ciepłociągu, okazało się, że rury biegną zaraz pod korzeniami, a drzewo jest kompletnie wysuszone. Musieliśmy go wyciąć. Kiedy przyjechał prof. Zwisłocki, pochodził z jednej strony budynku, potem z drugiej i od razu pyta się, gdzie jest ten dąb, który on z dziadkiem sadził. Próbowałem coś kłamać, ale do dziś delikatnie wypomina mi w listach, że mogłem uratować to drzewo. Ale to taka sympatyczna uraza. Kiedy prof. Zwisłocki zobaczył gabinet, podarował mi mnóstwo pamiątek po dziadku. Może nie cennych na aukcjach, ale bardzo osobistych.

Czy są podobne miejsca w Polsce? W muzeum ciechanowskim jest wystawa poświęcona Mościckiemu, trochę jest też pamiątek w prezydenckim zameczku w Wiśle. Ale takiego gabinetu, z tak bogatymi zbiorami jak moje, nie ma nikt. Zresztą kancelaria prezydenta pretendowała też do tych zbiorów odzieży, ale po tym jak prof. Nawrocki "prześwietlił" moją osobę, zdecydował, że kolekcja pojedzie jednak do Chorzowa.

Czy miałbym szanse w "Wielkiej grze" z tematu o Mościckim? Pewnie jakby jeszcze był ten teleturniej, to mógłbym z powodzeniem spróbować. Teraz myślę o wydaniu monografii o Mościckim.

* Autor tekstu jest dyrektorem chorzowskiego Szpitala im. Ignacego Mościckiego - NZOZ Lecznicy Dzieci i Dorosłych. Szpital urządził w XIX-wiecznej willi, a na drugim piętrze stworzył muzeum poświęcone prezydentowi I. Mościckiemu.

Wysłuchał Jacek Madeja

Gazeta Wyborcza Katowice

_________________
"Jestem śląskie dziecko i Ślązakiem zginę.Kocham śląską ziemię i śląską krainę....."
Juliusz Ligoń.

[*] http://www.youtube.com/watch?v=4Fx4mshinO0 [*]


Góra 
 Zobacz profil  
 
Dodaj do: Dodaj do Gadu-Gadu Dodaj do Grono.net Dodaj do Twitter Dodaj do Blip Dodaj do Flaker Dodaj do Pinger Wypowiedź dla Wykop Wypowiedź dla Facebook Wypowiedź dla Gwar Wypowiedź dla Delicious Wypowiedź dla Digg Wypowiedź dla Google Wypowiedź dla Reddit Wypowiedź dla YahooMyWeb Śledzik Dodaj do Kciuk.pl Dodaj do Spinacz.pl Dodaj do Yam.pl
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
 
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 2 ] 

Strona główna forum » Eksploracja » Obiekty nieprzemysłowe » Nieprzemysłowe - Śląskie » Nieprzemysłowe - Chorzów


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

 
 

 
Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL

[ Time : 0.151s | 18 Queries | GZIP : Off ]